Jeśli przy łososiu martwisz się głównie rtęcią, patrzysz w złą stronę. W zestawieniu Morskiego Instytutu Rybackiego łososia bałtyckiego można zjeść tygodniowo aż 2120 g ze względu na rtęć, ale tylko 105 g ze względu na dioksyny i dl-PCB. Dlatego u mnie to jedna mała porcja na tydzień.
Dwa limity, a liczy się niższy
Morski Instytut Rybacki – Państwowy Instytut Badawczy podał dla każdej ryby dwie wartości. Pierwsza mówi, ile gramów odpowiada tolerowanej tygodniowej dawce rtęci. Druga robi to samo dla dioksyn i polichlorowanych bifenyli o działaniu podobnym do dioksyn (dl-PCB). O porcji decyduje mniejsza z tych liczb, bo przekroczenie którejkolwiek oznacza już za dużo.
Przy łososiu bałtyckim różnica jest ogromna. Rtęć pozwalałaby na ponad dwa kilogramy, a dioksyny zatrzymują mnie na 105 g. Wersja wędzona wypada jeszcze gorzej, bo jej limit spada do 75 g. Dioksyny i dl-PCB odkładają się głównie w tkance tłuszczowej, więc nie dziwi, że na szczycie listy ograniczeń lądują ryby tłuste.
Ranking: od najbardziej do najmniej ograniczonych
Ryby i przetwory z zestawienia ułożyłem według niższego z dwóch limitów. W nawiasie podaję substancję, która go wyznacza.
- Łosoś bałtycki wędzony: 75 g (dioksyny i dl-PCB)
- Łosoś bałtycki: 105 g (dioksyny i dl-PCB)
- Szprot wędzony: 120 g (dioksyny i dl-PCB)
- Szprot w pomidorach: 240 g (dioksyny i dl-PCB)
- Sardynka w oleju: 330 g (dioksyny i dl-PCB)
- Śledź bałtycki: 400 g (dioksyny i dl-PCB)
- Marynowane płaty śledziowe: 475 g (dioksyny i dl-PCB)
- Łosoś norweski wędzony: 570 g (dioksyny i dl-PCB)
- Dorsz bałtycki: 950 g (dioksyny i dl-PCB)
- Makrela wędzona: 1170 g (dioksyny i dl-PCB)
- Tuńczyk w oleju: 1670 g (rtęć)
- Pstrąg: 2040 g (rtęć)
- Sola: 2340 g (rtęć)
- Karp: 3000 g (rtęć)
- Mintaj: 11 700 g (rtęć)
- Panga: 20 740 g (rtęć)
- Tilapia: 22 900 g (rtęć)
Kiedy górę bierze rtęć?
W pierwszej dziesiątce listy hamulcem są dioksyny. Od tuńczyka w oleju w dół jest odwrotnie i niższy limit wyznacza rtęć. Przy pstrągu, soli czy karpiu to jednak wciąż dwa, trzy kilogramy tygodniowo, a przy mintaju, pandze i tilapii ponad 11 kg.
Ciekawie wypada karp. Ze względu na dioksyny można by go zjeść 7000 g, czyli ponad dwa razy więcej, niż pozwala rtęć. Mintaj ma w tej kategorii 65 000 g, a panga 61 250 g. Takich ilości nikt w tydzień nie zje, więc przy tych rybach limity w praktyce niczego mi nie ograniczają.
Kogo metylortęć dotyczy najbardziej?
Najgroźniejsza jest metylortęć, czyli organiczna postać rtęci. Przy długotrwałym nadmiarze uszkadza układ nerwowy, co może dawać kłopoty z pamięcią, koncentracją, czuciem i koordynacją ruchów. Najbardziej narażone są kobiety w ciąży i małe dzieci. Metylortęć przechodzi przez łożysko i może zaburzyć rozwój mózgu oraz układu nerwowego płodu.
Dioksyny i dl-PCB działają inaczej, ale też powoli. Długie narażenie może odbić się na układzie odpornościowym, hormonalnym i rozrodczym. Dlatego przy łososiu bałtyckim i szprotach pilnuję gramatury bardziej niż przy dorszu.
Ryb nie skreślam, tylko je przeplatam
Te liczby nie są powodem, żeby odstawić ryby. Dają pełnowartościowe białko, witaminę D, witaminę B12, jod i selen. Tłuste gatunki dostarczają też kwasów omega-3 EPA i DHA, które wspierają serce, mózg i układ nerwowy.
Mój sposób jest prosty. Małą porcję łososia bałtyckiego albo szprotów przeplatam w tygodniu z dorszem, pstrągiem czy karpiem. W ten sposób korzystam z tego, co w rybach dobre, a dioksyn i rtęci nie przyjmuję więcej, niż muszę.